Mecz

Pierwsze śliwki robaczywki

Jesteśmy po 3. kolejkach Serie A. Jest za wcześnie by oceniać i wyrokować, ale można mieć prawo do niepokoju. Nie ma powodu do wciskania czerwonego alarmowego guzika, ale widać, że machina prowadzona przez Sarriego nie weszła jeszcze na właściwe tory. Można powiedzieć, że zamiast Ferrari mknącego po autostradzie, mamy póki co Fiata Uno jadącego po dziurawej drodze serwisowej.

Nad czym tu lamentować skoro w trzech spotkaniach Stara Dama ugrała 7 punktów? Można by myśleć, że nad niczym, jednak styl w jakim je zdobyto budzi wątpliwości. Dla przypomnienia, do tej pory Juventus zainkasował 3 punktu w wyjazdowym meczu z Parmą oraz kolejne trzy oczka na Allianz Stadium w potyczce z Napoli. Dziś do tego dorobku dołożył 1 punkt, w wyjazdowym spotkaniu z Fiorentiną. Problem pojawia się jednak w momencie kiedy rozłożymy te mecze na czynniki pierwsze.

Bramkę na Stadio Ennio Tardini szczęśliwie w siatce, w 21 minucie, umieścił Giorgio Chiellini, a mimo tego kibice drżeli o wynik do końcowego gwizdka. Juventus grał brzydko, bez pomysłu i z wieloma stratami. Można powiedzieć, że grał identycznie jak ostatnie 5 spotkań zeszłego sezonu.

Na domiar złego tuż przed meczem z Neapolem, do wiadomości publicznej podana została informacji o tym, że kapitan Juventusu podczas treningu zerwał więzadła krzyżowe, co oznacza 6 miesięczną pauzę. Jego miejsce w podstawie, z klucza, zajął nowy nabytek Juventusu, będący wielką nadzieją, Matthijs de Ligt. Póki co jednak mocno zagubiony we włoskich realiach. Pocieszam się tylko faktem, że Bonucci na początku, kiedy trafił do Juve, grał identycznie.

Mecz z Napoli pokazał dwie rzeczy. Ta drużyna może zrobić wszystko, jeśli tylko chce i będzie skupiona. Może też spektakularnie roztrwonić wszystko, na co pracowała tak ciężko. Fantastyczne 60 minut gry, 3-0 i genialna gra całego zespołu. Wszystko to jednak pękło jak bańka mydlana, gdy drużyna poczuła się zbyt pewnie i odpuściła mecz, wyglądając w dodatku na kompetnie wycieńczonych. Efektem tego w 90 minucie meczu na tablicy widniał wynik 3-3. I wtedy zdarzył się cud, bo tak to trzeba nazwać. Los postanowił zakpić sobie ze wszystkich kibiców Napoli zgromadzonych tego dnia na Allianz Stadium i podarował Juventusowi zwycięstwo, z dużą pomocą Kalidou Koulibaliego, obrońcy Neapolitańczyków, który władował piłkę do własnej bramki, w 3 minucie doliczonego czasu gry. Koniec. Juventus wygrywa.

Mówi się, że zwyciezców się nie ocenia, ale proszę was, czy wygrana w takim stylu jest satysfakcjonująca? Z jednej strony tak, w końcu Napoli upokorzyło same siebie. Można powiedzieć, że co zabrał los dwa lata temu, tego dnia postanowił oddać. Koulibaly, władował wtedy, również w doliczonym czasie gry, bramkę Buffonowi dajacą trzy punkty, tym razem podarował je Juventusowi, strzelając kapitalnego samobója bezradnemu Meretowi. Z drugiej jednak strony, nie. Trzy punkty zostały w Turynie, ale wydaje się, że piłkarze, łącznie z Ronaldo, są mentalnie na wakacjach lub jeszcze w poprzednim sezonie. Gdyby nie fatalny błąd Koulibaliego, mówilibyśmy dziś o remisie w kiepskim stylu.

Mecz z Fiorentiną obnażył kolejne braki. Był to oficjalny debiut Maurizio Sarriego na ławce trenerskiej Juve, który przesunął się z powodu choroby nowego szkoleniowca. Podsumuję ten mecz, dokładnie tak samo, jak podczas transmisji pisałem pod szyldem JuvePoland na Twitterze. Mecz był okropny. To był koszmar. Spotkanie poziomem przypominało drugą, jak nie trzecią ligę polską. To oznacza, że przeciwnik również nie był wielce wymagający i nie radził sobie dobrze, a dobrze dysponowany Juventus zdeptałby tak grające Fiołki. Było jednak inaczej. Stara Dama grająca w biało-czerwonych koszulkach przypominała bardziej Reprezentację Polski z jej najgorszych spotkań. Jednak kiepska gra była tylko tłem dla tego co działo się na boisku. Po meczu we Florencji JMedical zyskało 3, jak nie 4 nowych pacjentów. Z powodu kontuzji mięśni boisko opuścić musieli Douglas Costa, Miralem Pjanić, a także nowy nabytek Juve, brazylijczyk Danilo.

Nie wygląda to dobrze przed pierwszym meczem Ligi Mistrzów w tym sezonie. Przypomnę tylko, że naszym przeciwnikiem po raz kolejny będzie Atletico Madrid, prowadzone przez Diego Simeone. Pierwszy mecz rozgrywamy w Madrycie. Boje się, że zdziesiątkowane kontuzjami Juve może znów pokazać, jak się w piłkę grać nie powinno.

Maurizio Sarri ma nad czym myśleć przed spotkaniem z Atletico. Ilośc kontuzji, które pojawiły się już na początku sezonu na pewno tego nie ułatwią. Należy liczyć tylko na to, że SarriBall w końcu odpali. W Neapolu odpaliło już świetnie poukładane w 4-tej kolejce Serie A. W Juve obecnie, wciąż widać jeszcze rękę Allegriego i cyniczność na boisku. Jednak cała ta cyniczność, minimalizm i pokłady szczęścia zostały wystawione na wielką próbę w meczu z Fiorentiną. Co ciekawe, styl Bianconerich mimo wszystko wyglądał dużo lepiej w dwóch pierwszych meczach Serie A, gdy Sarriego nie było przy lini bocznej boiska. I tego już w ogóle nie rozumiem.

Sarri wciąż ma u mnie kredyt zaufania, ale ewidentnie musi coś zmienić. Będzie o to ciężko po 5 latach gry w zupełnie innym ustawieniu, z kompletnie innym stylem. Nie wiem czy problem leży w psychice zawodników, ich przygotowaniu do meczu, czy jeszcze w czymś innym, ale należy to szybko zidentyfikować i poprawić. Kolejny duży sprawdzian, który zweryfikuje na co naprawdę stać Juventus, już we wtorek 17 września. Czasu pozostało niewiele…

Fino Alla Fine!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s