Klub, Zawodnicy

Puste gniazdo

Opuszczone gniazdo – tak obecnie można opisać sektor Juventusu odpowiedzialny za szkolenie młodych talentów do gry w pierwszej jedenastce, walczącej o najwyższe cele z innymi potęgami Europy. W zasadzie można by powiedzieć, że gniazdo to świeci pustkami od dłuższego czas, a nieszczególnie ktoś za tym płacze. Juventus nigdy nie słynął ze szczególnych sukcesów w szkoleniu młodzieży. Brak warunków, czy czasu na „hodowanie” młodych latorośli piłkarskiego świata? Rozumiem, że chcąc budować silny skład, potrzeba zawodników na tu i teraz, mniej lub bardziej doświadczonych i ogranych w Europie, już rozpoznawalnych. Niemniej jednak, nawet przy takim podejściu, czasem trafi się jakaś perełka, o którą warto zawalczyć i być dumnym z jej rozwoju.

Tym czym szczycą się stawiane za wzór w tej kategorii holenderski Ajax, czy hiszpańska Barcelona, nie ma żadnego przełożenia na myśl szkoleniową we Włoszech. Tu nie jest winny jedynie Juventus, ale cały system szkolenia juniorów w kraju z Półwyspu Apenińskiego. Młodych talentów w czołowych klubach Serie A jest jak na lekarstwo, najczęściej trafiają się perełki w klubach Serie C lub B. I nawet Ci muszą mieć wielkie szczęście by jakiś skaut ich wyłapał. Z drobnymi wyjątkami, większość tych talentów ginie w otchłani niższych lig i nigdy nie otrzyma szansy na grę w poważnej piłce. Tak zwane zmarnowane talenty. Być może, jednak zabrakło tego talentu, może nie byli tacy wybitni, a może zabrakło im po prostu szczęścia i nie zostali dostrzeżeni? Dlatego tak ważne jest, by wyłapywać tego typu piłkarzy, jak Federico Chiesa, Nicolò Barella czy Nicolò Zaniolo.

W sektorze szkolenia młodzieży Juventusu panuje marazm. Ile to już było zmarnowanych talentów, zawodników, którzy kreowani byli na zbawców, a skończyli jako przeciętniacy? Na myśl przychodzi mi wielku, ot chociażby Cristian Pasquato, który ostatecznie wylądował w Legii Warszawa, Davide Lanzafame, grający obecnie w węgierskim Ferencvárosi TC, wielki Raffaele Palladino, kreowany na następcę Alessandro Del Piero, tułający się przez cała karierę po włoskich klubach, grający obecnie w Spezia Calcio; Filippo Boniperti, wnuczek legendarnego Giampiero, z dziadkiem mający wspólne tylko nazwisko, czy wielki talent Ouasim Bouy, występujący obecnie w FC Zwolle. To tylko niektórzy, na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat, a było ich zdecydowanie więcej…

Byli też tacy, jak Paolo De Ceglie, Antonio Nocerino, czy Sebastian Giovinco. Pierwszy z nich, przebił się do pierwszej jedenastki, jednak kompletnie się do niej nie nadawał, co udowadniał w każdym kontakcie z piłką. Ostatecznie po wielu wypożyczeniach odszedł na dobre. Drugi tułał się długo po wypożyczeniach, miał nawet dłuższy epizod w AC Milan, jednak również nie był wielkim wirtuozem. Trzeci natomiast pozostanie wiecznym włoskim talentem. Swoją wartość pokazywał w mniejszych klubach, w Juventusie nigdy nie wykazał pełni swoich możliwości, ostatecznie powędrował na wcześniejszą emeryturę do MLS, gdzie dla odmiany odnosił wielkie sukcesy, bijąc świetne rzuty wolne.

Juventusowi kibicuję od 1993 roku, jednak uważam, że Stara Dama wydała tylko dwa wspaniałe talenty od tego czasu. Pierwszym z nich jest oczywiście, wciąż nieodżałowany, Il Principino – Claudio Marchisio, który przez wiele lat stanowił o sile środka pola Juventusu. Najlepsze lata swojej kariery rozgrywając u boku Arturo Vidala, Paula Pogby i Andreii Pirlo. Niestety wyniszczony przez kontuzje, ostatecznie pożegnał się z Turynem, po aż 25 lat w koszulce Bianconerich (łącznie ze szczeblami juniorskimi).

Drugim i ostatnim do tej pory wielkim talentem, który udowodnił swoją wartość w świecie wielkiej piłki jest oczywiście urodzony w 2000 roku Moise Kean. Ten sam, który niedawno został okrzyknięty jednym z największych piłkarzy młodego pokolenia w Europie, robiącym wielkie postępy na boisku oraz ten sam, który zadebiutował i rozpoczął już strzelanie w dorosłej reprezentacji Włoch.

W swoim pierwszym sezonie w Juve wystąpił w 4 spotkaniach strzelając 1 bramkę. Kolejny sezon spędził na wypożyczniu w Hellas Veronie. Zrobił tam na tyle dobre wrażenie, że sternicy Juve postanowili go zatrzymać na kolejny jako zawodnika pierwszej jedenastki. W zakończonej już kampanii 2018/2019 był powoli wprowadzany do składu przez Massimiliano Allegriego i za każdym razem, gdy otrzymywał szanse pozostawiał po sobie bardzo dobre wrażenie. Łącznie w 17 występach zdobył 7 goli.

Niestety tak szybko jak rozkochał w sobie kibiców Juventusu, tak szybko musieli oni za nim zapłakać. Opuścił gniazdo. Od 5 sierpnia oficjalnie nie jest już zawodnikiem Bianconerich. Przeniósł się do Evertonu za 27,5 mln euro + 2.5 mln euro bonusów. Stara Dama nie ma również klauzuli pierwokupu. Może się okazać, że Juve oddało diament za paczkę fajek dla Sarriego.

Zagadką dla mnie pozostaje, czy sprzedano go bez żalu, czy naciskał na to jego agent Mino Raiola, wiedząc że w Juventusie póki co Kean będzie tylko zmiennikiem, a może to część jakiejś większej rozgrywki tego agenta z Juventusem?

Jakakolwiek nie byłaby odpowiedź na to pytanie, uważam że Stara Dama może jeszcze zapłakać za tym chłopakiem. Mając odpowiednie warunki w Evertonie może szybko odpalić na angielskich boiskach i stać się świetnym snajperem. Patrząc na przykład Keana, mam przed oczami pewnego francuskiego piłkarza, który dołączył do Juventusu z AS Monaco w styczniu 1999 roku, by już w sierpniu tego samego roku zakładać trykot Arsenalu. Nazywał się Thierry Henry. Nie chciałbym, żeby okazało się, ze Juventus po raz kolejny za szybko pozbył się świetnego piłkarza, tym razem po prostu ze względów ekonomicznych i nadmiaru napastników w kadrze.

Wiem, że trudno jest znaleźć kupca i przekonać do transferu Mario Mandzukica, że są problemy z oddaniem Higuaina do Romy i zapewne dlatego zdecydowano się na sprzedaż młodego Mojżesza. Pytanie tylko, dlaczego tak tanio i dlaczego bez opcji odkupienia? Dlaczego nie można było go jedynie wypożyczyć?

Części rzeczy mogę się tylko domyślać, innych nie wiem w ogóle, ale gdyby zależało to ode mnie sprzedałbym Mandzukica, jedynie wypożyczył Kean’a i zostawił Higuaina, a gdyby Argentyńczyk chciał odejść, zastąpił go jego rodakiem, Mauro Icardim.

Moise, pozostaje mi tylko życzyć powodzenia, niech Ci się wiedzie. Obyśmy nie musieli po tobie rzewnie płakać, a jedynie wspominać z kręcącą się łezką w oku, licząc, że być może w gdzieś w szkółce Juventusu, czai się nowa gwiazda.

Fino Alla Fine!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s