Klub

Idzie nowe – strategia dominacji

Idzie nowe. My, kibice Juventusu, możemy z dumą obserwować ogromne zmiany jakie wprowadza w życie obecny zarząd klubu, który uformował się w erze Post-Calciopoli. To jak zmienia się Juventus od czasów słynnej afery oraz jaki ogrom pracy został wykonany na przestrzeni tych lat jest widoczny gołym okiem. Pełna dominacja we Włoszech oraz 8 Scudetto wygranych z rzędu nie przytrafia się przypadkowo. To determinacja i konsekwencja w dążeniu do ściśle określonych celów. Nie ma półśrodków. Ma być pełna dominacja. Obecnie Włoszech, miejmy nadzieje, że również w Europie.

Dla mnie najlepszą miarą sukcesów dzisiejszego Juventusu jest pogarda i niechęć innych włoskich klubów w stosunku do Starej Damy. Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, jeśli chodzi o to stwierdzenie. Jakiś czas temu w książce Remigiusza Mroza, pt. „Inwigilacja” przeczytałem świetny cytat, który tak mi się spodobał, że sam staram się wprowadzać go w życie, „Kiedy życie rzuca Ci kłody pod nogi, zacznij budować z nich schody. Zajdziesz wysoko„. Myślę, że spokojnie można uznać, że tą zasadą kierują się obecni decydenci Juventusu.

Po pierwsze infrastruktura. Wszystko zaczęło się od ukończenia budowy „la nostra nuova casa”, czyli Juventus Stadium. Był to ogromny krok do przodu. Bianconeri, jako pierwsza drużyna we Włoszech, stali się posiadaczami w pełni własnego stadionu, który stanął na miejscu Stadio Delle Alpi, starego, niefunkcjonalnego molocha z lat ’90. Co prawda, zmniejszono ilość miejsc, by nie świeciły pustkami, ale za to płytę boiska zbliżono maksymalnie do trybun, tak by kibice mogli jeszcze lepiej przeżywać emocje. To pierwszy krok w budowaniu obecnej potęgi.

Do dnia dzisiejszego, czyli 2 lipca 2019, Allianz Stadium, bo tak oficjalnie nazywa się stadion, pozostaje najnowocześniejszym obiektem piłkarskim we Włoszech. Dopiero po 8 latach (inauguracja odbyła się 8 września 2011) od tego wydarzenia, pozostałe klubu, zaczynają myśleć o budowie swoich własnych stadionów, jednak tu znów Juventus jest o krok przed wszystkimi, bo kiedy inni zabierają się za planowanie, Juventus chce wprowadzić w życie budowę drugiego, mniejszego stadionu dla swojej drużyny rezerw oraz drużyny kobiet. Dodając do tego całkiem niedawno ukończony kompleks La Continassa, z nowoczesnym centrum treningowym, hotelem, SPA oraz sklepami w sąsiedztwie stadionu otrzymujemy ogromny skok jakości, który jeszcze długo nie będzie do przeskoczenia przez inne włoskie kluby.

Po drugie, zmiana polityki transferowej. Początkowo wymuszona dostępnością budżetu, który musiał zostać podreperowany po ciężkich czasach post-Calciopoli. Niemniej jednak, zarząd wykorzystał w pełni dostępne możliwości, obserwując nadarzające się okazje na rynku i ściągając do klubu zawodników na prawie bosmana, bez sumy odstępnego.

Oczywiście tego typu transfery to nic nowego w świecie piłki, na Półwyspie Apenińskim, czy też w samym Juventusie. Jednak dopiero od 2011 roku przeprowadzane są one regularnie i stały się swego rodzaju znakiem firmowym Starej Damy. Wykonywane z pełnym rozmysłem, dostosowane do taktyki, wnoszące wiele jakości do zespołu. Mówiąc o jakości tych transferów, mam na myśli chociażby moje personalne TOP 3, w którym znajdują się:

  • niechciany w Milanie, truchtający po boisku, podstarzały, 32-letni Andrea Pirlo, który stał się prawdziwym architektem gry Juve w kadrze Antonio Conte, będącym jak wino,
  • przeciętny obrońca z Wolfsburga bez większych perspektyw, Andrea Barzagli, zakupiony za śmieszne 300 tys. €, który stał się skałą nie do przejścia i prawdziwym profesorem defensywy Juventus, który stał się legendą klubu,
  • nieopierzony, krnąbrny, Francuz, który w oczach Sir Alexa Fergusona nie nadawał się do gry w pierwszym składzie, a z powodzeniem razem z Pirlo, Vidalem i Marchisio stworzyli najlepszą pomoc w Europie, ostatecznie na powrót odsprzedany z wielkim zyskiem do Manchesteru United za rekordową kwotę 105 milionów Euro.

Właśnie dzięki tego typu transferom Juventus odbudował swoją potęgę, dodając do nich również kolejne nazwiska kupowane za rozsądne pieniądze.

Po trzecie rozpoznawalność. Dla Andrei Agnellego stadion i polityka transferowa to jedynie początek. Chcąc odbudować potęgę Juventusu, klubu który ma dominować we Włoszech i konkurować w Europie z takimi markami jak Real, Barcelona czy Bayern, potrzeba czegoś więcej. Potrzeba globalnie rozpoznawalnej marki. Tak narodziła się wizja zmiany tradycyjnego herbu klubu na logo. Powiedzieć, że zmiana wzbudziła kontrowersje, to nic nie powiedzieć. Kibice grzmieli ze złości, pukali się w czoło zarzucając zerwanie z tradycją, tifosi innych klubów wyśmiewali, tworząc obraźliwe grafiki, fala krytyki zalała Internet. I o to chodziło. O Juve miało być głośno. Agnelli nie przejmował się krytyką, spokojnie tłumacząc „Żeby się rozwijać, musimy wygrywać na boisku, ale i poza nim wyznaczać oraz osiągać nowe cele. Spędziliśmy cały rok na analizie tego, czego pragną nowe rynki”.

Pomimo upływu dwóch lat od wprowadzenia logo, nadal znajdą się tradycjonaliści i przeciwnicy tej zmiany. Mimo wszystko zaczyna ona przynosić efekty i chociaż sam początkowo byłem nastawiony strasznie anty, z czasem zacząłem zauważać korzyści. Uproszczenie i zamiana herbu na logo, mimo zerwania z tradycją pozwala na zwiększenie skali rozpoznawalności, umieszczania symbolu na wielu produktach promujących markę Juventusu, nie tylko w Europie ale również na rynkach azjatyckich i amerykańskich. Mówiąc w wielkim uproszczeniu, obecne logo Juve jest w stanie narysować każdy, nawet najmniejszy fan Bianconerich. Marketingowcy Starej Damy korzystają na tym na potęgę, wypuszczając co raz nowsze gadżety dopasowane nie tylko do dorosłych ale również do dzieci. Generowane są duże zyski, a oto przede wszystkim chodziło, przecież pieniądze na wysokie kontrakty zawodników same się nie zarobią. Z perspektywy czasu, zmian moim zdaniem na plus, na pewno z ekonomicznego punktu widzenia.

Po czwarte innowacja. Mając już nowy stadion i logo oraz stabilną politykę finansową i transferową można myśleć o dalszych etapach rozwoju. Tym krokiem jest powołanie do życia drużyny Juventus Woman. Latem 2017 klub wykupił licencję od pierwszoligowego ASD Cuneo Calcio Femminile, dzięki czemu mógł występować w najwyższej klasie rozgrywek. Jeśli dominować Włochy to na całego! Zadaniem przewodnim J-Woman jest zwiększenie zainteresowania piłką nożną oraz marką Starej Damy pośród kobiet. W chwili tworzenia tej drużyny, nikt jednak nie spodziewał się, że odniesie ona tak błyskawiczny sukces. W ciągu zaledwie dwóch lat istnienia piłkarki Juventusu zdobyły bowiem 2x Scudetto oraz Puchar Włoch. W składzie kobiecej drużyny od roku mamy również polski akcent, gdyż jedną z podstawowych zawodniczek jest, występująca na pozycji obrońcy, Aleksandra Sikora.

Oprócz drużyny J-Woman, do życia została powołana również drużyna rezerw Juventusu, która swoje poczynania rozpoczęła od Serie C. Drużyna z założenia ma być szansą dla wychowanków Bianconerich oraz miejscem, gdzie bedą mogli się rozwijać, zamiast tułać się po wypożyczeniach w innych klubach. Niestety na tym polu póki co Juventus musi jeszcze poczekać na efekty, gdyż drużyna ta nie odnosi póki co żadnych sukcesów, a samej szkółce Juventusu daleko do potęgi weteranów w szkoleniu młodzieży jakimi są Ajax, czy Barcelona. Jest to jednak dobra inwestycja na przyszłość i odpowiednio zaopiekowana może przynieść efekty w postaci kolejnych zawodników, którzy pójdą w ślady Moise Kean’a, Claudio Marchisio, czy nawet Sebastian Giovinco.

Po piąte element agresywnej polityki transferowej. Przedostatnim elementem układanki, który można zaobserwować to rozszerzenie polityki transferowej. Do wspomnianej już wcześniej strategii, kiedy płynność finansowa była już na tyle zadowalająca, by móc śmielej inwestować, zarząd Juve dorzucił jeszcze jedną cegiełkę – eliminację konkurencji i stawianie na top playerów. Pierwszym sygnałem w tym kierunku było pozyskanie w 2016 roku Miralem’a Pjanic’a z AS Roma, który stanowił o sile pomocy Rzymian oraz Gonzalo Higuaina z Napoli za cenę 90 milionów €, pozbawiając przy tym Neapolitańczyków najlepszego napastnika w drużynie. Było to jednak preludium do tego co miało nastąpić w mercato 2018 roku. To właśnie wtedy świat obiegła informacja, która wydawała się kompletnie nierealna. Do Juventusu dołączył Cristiano Ronaldo za kwotę 100 mln €.

Same plotki transferowe przyniosły Bianconerim ogromny wzrost na giełdzie, który szczyt osiągnął w dniu oficjalnej prezentacji Protugalczyka. Mimo wydanych tak dużych pieniędzy, Juventus zyskał nową jakość, wzrost popularności oraz zwiększył sprzedaż koszulek. Oczywiście są też skutki uboczne całej transakcji, jak podniesienie ceny karnetów, przyrost tak zwanych „sezonowców” idących jedynie za CR7, czy większa presja nałożona na klub związana z oczekiwaniami wygranej w Lidze Mistrzów. Czy był to chwilowy pokaz siły, jednorazowy wyskok na rynku transferowym, czy jednak coś więcej okaże się już niedługo. Wszyscy bowiem oczekują kolejnego świetnego transferu jakim ma być pozyskanie wschodzącej gwiazdy Ajaxu – Matthijs’a De Ligt’a. Ogłoszenie transferu ma zostać ogłoszone, podobno do końca obecnego tygodnia, o ile w transakcje nie wtrąci się Barcelona.

Po szóste, niech o tobie mówią. Ostatni pomysł obecnego zarządu Juventusu w kwestii rozwoju marki i potęgi klubu, jest równie kontrowersyjny co zmiana herbu. Mowa tu oczywiście o nowych koszulkach, w których zawodnicy Juve występować bedą od nowego sezonu. Fala hejtu, która poszła w świat jest porównywalna z tą, związaną z „J-ką”. Zerwanie z tradycją „pasiaków” mocno uderzyło w kibiców i to nawet tych najbardziej liberalnych. Co prawda Agnelli i Nedved zapowiedzieli już, że to jednorazowy wyskok, który ma na celu zwiększenie sprzedaży koszulek na rynku azjatyckim i amerykańskim, jednak wielu kibicom ciężko jest przeżyć tę zmianę. Moim zdaniem, to nie trykoty i nazwiska grają w piłkę, a piłkarze. I jeśli w tych koszulkach Juve zdobyłoby Ligę Mistrzów, stawiam dolary przeciwko orzechom, że tifosi pokochali by te koszulki jak żadne inne.

Patrząc na cała drogę przebytą przez Juventus od czasów Calciopoli po dziś dzień, jestem dumny z tego co już osiągnął klub. Pomimo kilku wpadek wizerunkowych, jak chociażby pożegnania legend klubu, widać, że strategia Agnellego przynosi efekty i konsekwentnie dąży on do wywindowania klubu w Europie. Cel minimum został już osiągnięty. Juventus dominuje we Włoszech, teraz trzeba tę dominację utrzymać i małymi krokami przenieść do Europy. W końcu upragniony cel jest tylko jeden – sięgnięcie po Puchar Ligi Mistrzów, porządny przez klub i kibiców wręcz obsesyjnie. Dzisiejsza piłka nożna, czy to podoba się komuś czy nie, ma już mało wspólnego z tą jaką znaliśmy do tej pory. Teraz to wielki biznes, a żeby przetrwać w biznesie i być rekinem, trzeba być o krok przed wszystkimi, kreować trendy i wskazywać kierunek rozwoju. Zdaje się, że zarząd Juventusu zdaje sobie z tego sprawę, dlatego, kiedy może rezygnuje z sentymentów, dla zwiększenia zysków, by poźniej zarobione pieniądze na nowo zainwestować rozwój klubu, jednocześnie podtrzymując duszę i rdzeń tradycji, które mimo kontrowersyjnych pomysłów wciąż są obecne.

I ja tę wizję Juventusu Andrei Agnellego kupuję, chociaż pozostanę krytyczny kiedy będzie trzeba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s